Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjazny urząd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjazny urząd. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Przyjazne Państwo?



Niektóre urzędniczki mają petentów w...
Ta dłuuga opowieść będzie o pewnym urzędzie, który na żale petenta jest głuchy, a przykład idzie z góry, jak dochodzą podsłuchy.
  
Część pierwsza.
Zapisano 13 maja 2014 roku, przed wysłaniem pisma:

Szanowny Panie Prezydencie XXXXXXXX!

Załączam do tego elektronicznego listu opis moich dwóch wizyt w XXXXXX XXXXX XXXXX. Proszę o przeczytanie i zainteresowanie poruszonymi w nim kwestiami:

1. Czy urzędnik ma prawo "nie lubić" petenta i okazywać, od wejścia, swoją nad nim wyższość?
2. Dlaczego podczas rzeczowej, kulturalnej rozmowy z miłą urzędniczką wyjaśniającą mi zrozumiale i bez szykan jak mam załatwić powierzoną mi  sprawę, zostaję okrzyczany przez siedzącą obok panią, z którą przecież nie podjąłem rozmowy o sposobie załatwienia?
3. Dlaczego zostałem (bezpodstawnie) oskarżony o dostarczenie upoważnienia z sfałszowanym podpisem osoby upoważniającej mnie do odbioru dokumentu?
4. Z jakiego powodu, po tak ciężkim i uwłaczającym mi oskarżeniu, pani urzędniczka z drwiącym uśmieszkiem zwróciła mi mój dowód osobisty, zamiast wezwać funkcjonariuszy policji lub chociażby ochrony urzędu, i z satysfakcją powiedziała, że dzisiaj to ja tego zaświadczenia nie odbiorę?
5. Dlaczego w urzędzie nie ma właściwego rozdzielenia kompetencji i zastępowania stanowisk? Mam prawo tak wnioskować, ponieważ brak zainteresowania moim upokorzeniem personel Sekretariatu tłumaczył... naradą, która potrwa "do nie wiadomo kiedy".
6. Dlaczego wezwana urzędniczka, sprawczyni tego niemiłego zajścia, stanowczo odmówiła przeproszenia mnie petenta za pomówienie o fałszerstwo i nie ustosunkowała się do swoich drwin ze mnie, a pani, wydająca się być przełożoną, pokazała swoją bezsilność? A może aprobatę takiego zachowania?
7. Dlaczego pomimo takiego zamieszania, ja zwykły posłaniec, który miał tylko odebrać z uprzejmości czyjeś zaświadczenie, dostałem je nie w zaklejonej kopercie ale do ręki? W takim razie może prościej było je nalepić na tablicy ogłoszeń na miejskim ryneczku i nie sprawdzać tych podpisów i nie pomawiać mnie o ich fałszowanie?

 Mam nadzieję, że doprowadzi Pan do tego, że hasło Urząd Przyjazny nie pozostanie wyłącznie martwym sloganem?
Pozdrawiam serdecznie i życzę Panu samych mądrych, uprzejmych i życzliwych współpracowników.
  
Xxxxxxxxx Xxxxxxxxx - petent/posłaniec

Treść załącznika:
 Nająłem się na posłańca, mając więcej czasu, i odwiedziłem URZĄD, nie wiedząc zawczasu, czym się skończy tam moja prosta(?) eskapada, w napis "Urząd Przyjazny" wierzyć nie wypada.

Jedna z pań sympatyczna oraz nader miła, kompetentnie mi co, jak, chętnie wyjaśniła, wtem znienacka ta obok, bardziej niecierpliwa, wtrąca się do rozmowy i sobie "używa"! Krzykiem wtłacza mi w uszy swoje ważne racje, telefonicznie mogłem zdobyć informacje, albo poprzez Internet, no, elektronicznie, zdębiałem, skąd te wrzaski? A było tak ślicznie. Wiedząc już, że niełatwym chlebem jest posłanie, podziękowałem, mówiąc, wrócę po PODANIE. Wytłumaczyłem, zdając z wizyty relację, że MUSI być PODANIE! Urząd ma swą rację. Oczywiście z podaniem ksero odwiedziłem, na kopii mam "Wpłynęło", już przezorny byłem. Upoważnienie z sobą miałem do odbioru, nie wiedząc, że mnie czeka wnet przedsmak horroru. Podszedłem do tej, co to "na petenta z góry" i za moment mnie spotkał epizod ponury. Już ten drwiący uśmieszek dobrego nie wróżył:

- podpis jest sfałszowany!

Co? Mój świat się zburzył! Ja sfałszowałem podpis? Jakiś żart ponury? Czy ze wstydu mam schować się do mysiej dziury?
A pani urzędniczka, surrealizm czysty, spokojnie mi oddaje dowód osobisty i mówi:
 - zaświadczenia to pan nie odbierze!
Ja pytam, co to znaczy?, bo zgłupiałem, szczerze, a pani z satysfakcją i triumfem w głosie:

 - już z panem nie rozmawiam!

Cóż, miała mnie w nosie. Poprosiłem, niech dzwoni, niech łapią fałszerza, a ona, że rozmawiać ze mną nie zamierza.
Nie czułem się komfortowo, robi ze mnie "wała"? Gdzie Policja? Fałszerza tymczasem złapała i oddaje mu dowód, pozwala mu zniknąć? Tak, po prostu mam odejść i kary uniknąć?

Poprosiłem o jakieś zwierzchnika namiary pewną panią z innego okienka i... czary, podała mi i owszem numer do pokoju, poszedłem o swe imię zawalczyć, do boju! Już myślę, ku przestrodze taką w czarne ramki, a tu Zonk! Drzwi zawarte, całowanie klamki!

Popytałem, znalazłem jakąś inną drogę, tłumaczę, lecz dogadać się jakoś nie mogę. Tej WAŻNEJ nie ma, bowiem jest jakaś narada, a w zastępstwie nikomu działać nie wypada. Pytam, ile ta potrwa? Wiem już z doświadczenia, narada jak barykada, tu nic się nie zmienia, i petent jak się zmęczy jałowym czekaniem, sam pójdzie w diabły sobie! Trzeba walczyć z draniem!
Pytam, czemu Policji nikt nie zawiadamia? Fałszerz sieje tu zamęt w urzędniczym kraju, a wy wyrozumiali?
- nie mamy w zwyczaju...
Tolerują przestępców, fałszerzy w urzędzie? Ku czemu ten Kraj zmierza? Lepiej już nie będzie?

Mówię, sam w takim razie Policji dam znać, wychodzę na korytarz i tutaj... psia mać! W tej materii od dawna też nic się nie zmienia, proszę czekać, wnet będzie przyjęcie zgłoszenia... Komórkę to czekanie do cna wyładuje, dzwoniący umrze pewniej, niż zareaguje ta nasza policyjna służba, za nasze podatki. Tym sposobem nie dało się zamknąć za kratki ohydnego przestępcy, wrednego fałszerza, ale, co to? Już ku mnie urzędniczka zmierza i zaprasza bym wrócił, coś mi pokazuje. To podpisy, te same, które się fałszuje. Wyjaśnia, że się różnią, dla mnie nie dziwota, lata lecą, to muszą, dla mnie to głupota. Pytam grzecznie, co zatem?
- Zaświadczenie damy i już więcej do pana pretensji nie mamy.
Ja, na to, że rozumiem wszelkie procedury, jednak dzisiaj był grany scenariusz ponury, pani "z dołu" zechciała mi "zagrać na nosie", nie po to, tu pracuje, by tak skończyło się. Proszę, aby mnie urzędniczka za "szum" przeprosiła, pani dzwoni i wkrótce tu się pojawiła, lecz harda i się prosto mi w moją twarz śmieje, mówiąc, że nie przeprosi, niech co chce się dzieje.
Skwitowałem, że niesmak mym udziałem będzie na wspomnienie dnia w owym "Przyjaznym Urzędzie".

Tu, spróbuję wyjaśnić, jak umiem, powoli, mnie sprawdzanie podpisu zupełnie nie boli. Nie w tym problem, tu żaden problem nie istnieje, rzecz w tym, co po takim sprawdzaniu się dzieje. Urzędniczka, się na mnie ot, tak, wyżyć chciała, i że nic nie załatwię, chętnie pokazała. Od początku szukała punktu zaczepienia, jej praca w takim miejscu? Ech, brak zrozumienia. Arogancja i taka satysfakcja w głosie, że z niczym odejść muszę, że mogła mieć w nosie...

Gdy sfałszowałem podpis, to na co czekała? I od niej też Policja odebrać nie chciała?

Inna sprawa, to bezwład w służbowym układzie, petent może pójść "z kwitkiem", bo... są na naradzie?
Radzą pewnie zawzięcie biurowe elity jak obrzydzić petentom w urzędach wizyty?

Wyjaśniam, z uprzejmości za posłańca byłem, z problemami, lecz prostą sprawę załatwiłem. Dostarczyłem podanie i upoważnienie(!), mogło za to mnie spotkać nawet i więzienie. Nikt posłańców nie ceni, to od wieków wiemy, a gdzie Przyjazne Państwo? Skąd takie problemy?

Miałem upoważnienie do świstka odbioru, lecz nie CZYTANIA TREŚCI i reszty horroru! A tu świstek dostałem bez koperty, goły! Widać w tym kompetencję? Czy urząd wesoły?

Zadzwoniłem i owszem, jak byłem w oddali, pytając czy świadomie dokument wydali, czy na to procedura ichniejsza pozwala?

- nie ma takich procedur!

Odpowiedź powala. Taka walka, podpisów mozolne sprawdzanie, i jawnie treść odkryta? W posłańca władanie?

Tu już ręce opadły! W tym przyjaznym urzędzie "psy zająca zjadły"!
Mam nadzieję, że znajdzie czas prezydent miasta aby się sprawie przyjrzeć? Urzędnicza kasta, nieco mija się z hasłem, co petenta wita, Urząd nie jest Przyjazny, ktoś te hasła czyta?
Część druga.
Wciąż interesują Was losy wysłanego pisma?
Pytasz o losy mojego pisma do prezydenta miasta?
Dostałem odpowiedź, a jakże, oto ona:

XXXXX XXXXX<xxxxx.xx.xx> 2 czerwca 2014 11:35

Odpowiedź na maila z dnia 14.05.14 r. w sprawie XXX w XXXXXXX

Szanowny Panie,
 Przesyłam w załączeniu pismo podpisane przez Zastępcę Prezydenta Miasta Pana XXXX XXXX  w sprawie postępowania pracowników XXXX w XXXXXXX wobec Pana w czasie korzystania z usług urzędu. Pismo jest odpowiedzią na maila z dnia 14.05.14 r.
 Z poważaniem XXXXX XXXXXX
Dotyczy: załatwienia sprawy w XXXXXX  wXXXXXXXXX.
W odpowiedzi na Pana pismo z dnia 14 maja 2014 r., które wpłynęło do Prezydenta Miasta XXXXXXXX za pośrednictwem poczty elektronicznej, w sprawie postępowania pracowników XXXXX XXXXXX XXXXXXX wobec Pana w czasie korzystania z usług urzędu wyjaśniam, co następuje.
W dniu 14 maja br. zgłosił się Pan na stanowisko ds. informacji, aby odebrać zaświadczenie dla swojej małżonki dotyczące okresów rejestracji jej jako osoby bezrobotnej. Zgodnie z ustawą z dnia 14.06.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2013 r. poz. 267 tekst jedn. ze zm.) strona udziela pełnomocnictwa poprzez jednostronną czynność prawną (własne oświadczenie woli). Przepis art. 33 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego wymaga w tym zakresie, aby pełnomocnictwo było udzielone na piśmie, w formie dokumentu elektronicznego lub zgłoszone do protokołu. Jeżeli dana osoba spełni powyższy warunek, wówczas może otrzymać zaświadczenie dotyczące osoby, która upoważniła ją do obioru stosownego zaświadczenia. XXXXXXX XXXXXX XXXXXXX, jak i inne urzędy, wydając dokumenty osobom posiadającym upoważnienie do ich odbioru, za każdym razem bardzo dokładnie i wnikliwie bada, czy osoba, która zgłosiła się do urzędu z upoważnieniem, przedstawia wiarygodny dokument; powyższe działania wynikają z rygorystycznego przestrzegania ustawy o ochronie danych osobowych. Jedną z podstawowych czynności jest konieczność potwierdzenia zgodności podpisu na przedstawionym upoważnieniu z podpisem w karcie rejestracyjnej osoby bezrobotnej złożonej jako wzór podpisu.
Zarówno osoba pracująca na stanowisku ds. informacji, jak i koordynator zastępująca nieobecną kierownik działu zastosowały i zachowały procedurę obsługi klienta, która wyraża się m. in. w tym, iż w przypadku, gdy sprawa jest niejednoznaczna i budzi wątpliwości jest ona rozstrzygana przez kierownika lub osobę go zastępującą. Koordynator ponownie zbadała sprawę, a także wnikliwie przeanalizowała kartę archiwalną i stwierdziła, że podpis można przyjąć jako spójny i zgodny z zawartym w karcie i w związku z powyższym zaświadczenie zostało wydane, a Pan został przeproszony przez nią za zwłokę w wydaniu wnioskowanego dokumentu.
Ponieważ w Pana odczuciu pracownik ds. informacji zachowywał się w sposób niegrzeczny, kierownik działu przeprowadził z tym pracownikiem rozmowę dyscyplinującą.
W powyższej sprawie XXXXXX XXXXXX XXXXXXXX postąpił zgodnie z obowiązującymi procedurami, a Pan otrzymał potrzebny dokument, gdyż zaświadczenie po koniecznym wyjaśnieniu zostało wydane.
Dziękuję Panu za uwagi dotyczące pracy XXXXXX XXXXXXX XXXXXX w XXXXXXXX. Przyczynią się one do poprawy pracy urzędu wobec osób bezrobotnych i pracodawców.

Część trzecia
I jak znam życie, ostatnia.

Przeczytałem odpowiedź, zamyśliłem się nad stosunkami panującymi w urzędach i napisałem ponowne pismo, na które nadal oczekuję odpowiedzi. Domyślam się, że ponieważ „większa władza” pokazała swój tupet przy tzw. „aferze podsłuchowej”, to władza lokalna też nabrała przekonania, że nie musi niczego wyjaśniać szarym obywatelom. Prawdopodobnie więc, nie doczekam się już żadnej, tym razem konkretnej odpowiedzi.

Oto treść pisma, które wysłałem 10 czerwca 2014 roku:

Szanowny Panie Zastępco Prezydenta XXXXXX.

Dotyczy: załatwienia sprawy w XXXXX w XXXXXXXXXX

Obszernie wyjaśnia mi Pan, powołując się na paragrafy, o tzw. czynnościach prawnych związanych z procedurami dotyczącymi pełnomocnictw itd.

Otóż, gdyby Szanowny Pan zechciał UWAŻNIE i DOKŁADNIE przeczytać, czego dotyczył mój elektroniczny list, to zapewne by mi Pan udzielił wyjaśnień, dlaczego doszło do takiego traktowania i uchybień?

Napisał Pan, że "Zarówno osoba pracująca na stanowisku ds. informacji, jak i koordynator zastępująca nieobecną kierownik działu zastosowały i zachowały procedurę obsługi klienta, która wyraża się m. in. w tym, iż w przypadku, gdy sprawa jest niejednoznaczna i budzi wątpliwości jest ona rozstrzygana przez kierownika lub osobę go zastępującą. Koordynator ponownie zbadała sprawę, a także wnikliwie przeanalizowała kartę archiwalną i stwierdziła, że podpis można przyjąć jako spójny i zgodny z zawartym w karcie i w związku z powyższym zaświadczenie zostało wydane, a Pan został przeproszony przez nią za zwłokę w wydaniu wnioskowanego dokumentu."

Niestety, spodziewałem się takiej odpowiedzi!

Gdyby urzędniczka powiedziała:
- z powodu wątpliwości, co do zgodności podpisu, prosimy osobę zainteresowaną o osobisty odbiór.

Wówczas zagryzł bym z bezsilności wargi i potulnie odszedł z tzw. kwitkiem. Tu jednak od początku szło o prywatną szykanę pani urzędniczki, która chciała pokazać swoją wyższość nad petentem!

Zarzut fałszerstwa podpisu z jednoczesnym zwrotem dowodu osobistego rzekomemu fałszerzowi, to ZUPEŁNY BRAK PROFESJONALIZMU.

Zostałem również sponiewierany usiłując przywrócić moje imię, gdy wędrowałem od pokoju do pokoju, próbując zainteresować tą jawną szykaną inne urzędniczki. Wszędzie napotykałem na uśmieszki i wymówki, a to, że tej pani nie ma, a to, że jest narada...

Dopiero, gdy zacząłem, bezskutecznie zresztą, łączyć się za pomocą komórki z policyjnym numerem 997, jedna z pań zmieniła zdanie i w cudowny sposób rozpoznała zgodność podpisu!

A przeprosin hardo odmówiła bezpośrednia sprawczyni tego niemiłego zdarzenia, więc do pasma upokorzeń doszło jeszcze większe poczucie mojej nicości w tej machinie urzędniczej.

Nie odniósł się Szanowny Pan do tego, że odpowiedziano mi, że NIE MA PROCEDURY dotyczącej wydawania dokumentu w zamkniętej kopercie posłańcowi!

Tak, Szanowny Panie, przecież pisałem, że dokument, tak drobiazgowo weryfikowany za pomocą sprawdzania zgodności podpisu, raptem daje się jawnie, zupełnie bez opakowania! Ładne procedury, a raczej chyba proceder?

Napisał Pan:
"W powyższej sprawie XXXXXX XXXXXX XXXXXX postąpił zgodnie z obowiązującymi
procedurami, a Pan otrzymał potrzebny dokument, gdyż zaświadczenie po koniecznym
wyjaśnieniu zostało wydane.
"

W takim razie, zachwycony enigmatyczną odpowiedzią, jeszcze raz powtórzę Szanownemu Panu moje pytania:

Załączam do tego elektronicznego listu opis moich dwóch wizyt w XXXXX XXXXXX XXXXXX. Proszę o przeczytanie i zainteresowanie poruszonymi w nim kwestiami:

1. Czy urzędnik ma prawo "nie lubić" petenta i okazywać, od wejścia, swoją nad nim wyższość?
2. Dlaczego podczas rzeczowej, kulturalnej rozmowy z miłą urzędniczką wyjaśniającą mi zrozumiale i bez szykan jak mam załatwić powierzoną mi  sprawę, zostaję okrzyczany przez siedzącą obok panią, z którą przecież nie podjąłem rozmowy o sposobie załatwienia?
3. Dlaczego zostałem (bezpodstawnie) oskarżony o dostarczenie upoważnienia z sfałszowanym podpisem osoby upoważniającej mnie do odbioru dokumentu?
4. Z jakiego powodu, po tak ciężkim i uwłaczającym mi oskarżeniu, pani urzędniczka z drwiącym uśmieszkiem zwróciła mi mój dowód osobisty, zamiast wezwać funkcjonariuszy policji lub chociażby ochrony urzędu, i z satysfakcją powiedziała, że dzisiaj to ja tego zaświadczenia nie odbiorę?
5. Dlaczego w urzędzie nie ma właściwego rozdzielenia kompetencji i zastępowania stanowisk? Mam prawo tak wnioskować, ponieważ brak zainteresowania moim upokorzeniem personel Sekretariatu tłumaczył... naradą, która potrwa "do nie wiadomo kiedy".
6. Dlaczego wezwana urzędniczka, sprawczyni tego niemiłego zajścia, stanowczo odmówiła przeproszenia mnie petenta za pomówienie o fałszerstwo i nie ustosunkowała się do swoich drwin ze mnie, a pani, wydająca się być przełożoną, pokazała swoją bezsilność? A może aprobatę takiego zachowania?
7. Dlaczego pomimo takiego zamieszania, ja zwykły posłaniec, który miał tylko odebrać z uprzejmości czyjeś zaświadczenie, dostałem je nie w zaklejonej kopercie ale do ręki? W takim razie może prościej było je nalepić na tablicy ogłoszeń na miejskim ryneczku i nie sprawdzać tych podpisów i nie pomawiać mnie o ich fałszowanie?
Po zastanowieniu, dodam jeszcze jedno pytanie:
Czy urzędniczka, która spowodowała "zgrzyt", nadal pracuje na stanowisku umożliwiającym bezpośredni kontakt z petentami i czy dostała podwyżkę, za pokazywanie petentom ich miejsca  w szeregu i uczenie ich pokory?

Xxxxxxxx Xxxxxxx - petent/posłaniec


Co dalej?
NIC!
Jak to śpiewano w pewnej (wyborczej) piosence? Ten kraj jest nasz i wasz… ale przecież wszystko zależy od tego, po której stronie biurek.