środa, 31 grudnia 2014

Wzrokiem skręconym w lewo...

Czytał, co czytał... wzrok prompter śledził,
z sensem rozwlekłym słuchacz się biedził,
oczy się nigdy z Jego nie spotkały,
patrzył w róg lewy i plótł, plótł banały!
Mógłby z pamięci, gdyby to od serca...
a tak, z promptera, jak jakiś szyderca.

środa, 17 grudnia 2014

Funt rubli

Przypomniała się dziadka przepowiednia stara:
- Przyjdzie czas, gdy funt rubli będzie wart dolara. Ja pewnie nie doczekam czasów, gdy to bydło będzie z głodu wpieprzało z osi smarowidło. Przesłuchiwał mnie taki... stałem przed nim nagi... ale mi nie zabrakło (po wojnie) odwagi... i gdy tak wymachiwał rewolwerem ku mnie, strielaj! krzyknąłem głośno, widząc się już w trumnie... zaskoczony rosyjski żołdak w referacie (UB): - no, wy starik to odwagę macie...

Na ulicy po latach spotkał inwalidę, kapusia, który dziadka wpędził wtedy w bidę. Popatrzył nań z litością, powiedział: - Ja żyję, chodzę środkiem chodnika, w cieniu się nie kryję. A ty kuśtykasz chyłkiem pod murami, w cieniu, do końca będziesz więźniem we własnym sumieniu.

Słuchałem dziadka wspomnień, był to czas "komuny", kręciło się i kręci wciąż koło fortuny, nikt nie myślał, że ziści się opowieść stara i funt rubli być może wart będzie dolara.

wtorek, 9 grudnia 2014

środa, 26 listopada 2014

Cwane gapy

Naiwny obywatel na wybory człapie,
dostaje kilka świstków,
za długopis łapie,
zakłada okulary,
czytając się spoci,
skreśla kratkę, coś wybrał,
a SYSTEM?
Znów psoci.
Miał już swoje pięć minut,
był na głosowaniu!
Teraz czeka pokornie na wynik,
w mieszkaniu.
Gapi się w telewizor, herbatkę popija:
- komu dziś od koryta zechcą odciąć ryja?

Nie wie, że ustalono już przed wyborami,
kto won!
a kto zostaje przy korycie z nami.
A gdyby tak... z ustaleń...
zrobiły się śmichy?

- Wtedy w wyborczy system... kij!
Jak w koła szprychy.
Będzie tydzień manewru,
by policzyć głosy,
Wygramy!

- Durnie będą wrzeszczeć wniebogłosy!

- A kogóż to obchodzi rozwrzeszczana tłuszcza?
Władzy raz pozyskanej z rąk się nie wypuszcza!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Trochę ciekawych faktów i dat

Historia, Coca-Cola w Polsce:
 Przez wiele lat Coca-Cola była określana przez polskie władze „konsumpcyjnym symbolem wrogiego systemu”, o czym może świadczyć takie hasło jak „Coca-Cola to imperializm w płynie”. Po raz pierwszy Coca-Cola zawitała do Polski w 1957 r. na Targi Poznańskie. Nie dotarła na ogólnodostępne półki sklepowe; można ją było kupić tylko za dewizy w sklepach Pewexu i Baltony. Dopiero w 1971 roku, za rządów Edwarda Gierka, do Polski na negocjacje przyjechali z Rzymu przedstawiciele The Coca-Cola Company. Prezes Paul Graul (Czech z pochodzenia) i wicepremier ówczesnego rządu, Mieczysław Jagielski, podpisali umowę na licencyjne rozlewanie napojów.

Budowa pierwszej linii produkcyjnej ruszyła w lutym 1972 r. w Browarze Warszawskim, a pierwsze napełnione butelki zjechały z linii 19 lipca. Początkowo butelki były sprowadzane z Hiszpanii (ich produkcja ruszyła w październiku w Hucie Szkła w Wołominie), a koncentrat z Neapolu i Amsterdamu. W maju 1973 r. uruchomiono rozlewnię w Browarze Górnośląskim w Zabrzu, a w kwietniu w Browarach Tyskich. 25 maja 1976 r. Życie Warszawy napisało: „Już od wczoraj można kupić litrową butelkę Coca-Coli w „Supersamie” i sklepach delikatesowych w Warszawie. Cena butelki wynosi 19 zł, a kaucja 8 zł.”
 W 1982 roku Agnieszka Osiecka wygrała konkurs, ogłoszony przez firmę Coca-Cola, na pierwsze polskie hasło reklamujące Coca-Colę, czyli „Coca-Cola to jest to!
W 1992 r. zaczęto produkować w Polsce napoje Fanta i Sprite. W tym samym roku nowo otwarta fabryka w Radzyminie dysponowała już linią produkcyjną puszek i plastikowych butelek 2l; ruszyła też produkcja w Staniątkach (gm. Niepołomice) i w Łodzi. Obecnie system Coca-Cola w Polsce reprezentują: Coca-Cola Poland Services, spółka-córka The Coca-Cola Company, właściciela wiodących marek napojów bezalkoholowych, obecnych w ponad 200 krajach świata oraz Coca-Cola HBC Polska, oddział Coca-Cola Hellenic Bottling Company, drugiego na świecie, pod względem sprzedaży, rozlewcy napojów The Coca-Cola Company. Wśród marek dostępnych na rynku są: Coca-Cola, Coca-Cola light, Coca-Cola Zero, Cherry Coke, Fanta, Sprite, Lift, Kinley Tonic, Powerade, Cappy, Kropla Beskidu i Kropla Minerałów, Burn oraz herbaty mrożone Nestea. Produkty rozlewane są w zakładach w Radzyminie i w Staniątkach oraz w zakładzie butelkowania wód mineralnych w Tyliczu. Firmy z systemu Coca-Cola są liderem na polskim rynku napojów bezalkoholowych. Łączne inwestycje systemu Coca-Cola w Polsce wyniosły ponad 500 mln dolarów.

Rynek PET w Polsce:
Butelki PET pojawiły się na polskim rynku w roku 1989/1990 wraz ze zmianami gospodarczymi, otwarciem rynku i z importowanymi napojami. Zalety butelek PET zostały szybko dostrzeżone przez lokalnych producentów napojów. Rozpoczęli oni import pustych butelek. Udział kosztów transportu w cenie opakowania skłonił polskich przetwórców do rozważenia możliwości produkcji butelek PET w Polsce. Pierwsza rozdmuchiwarka został uruchomiona w roku 1992. Początkowo preformy do ich produkcji pochodziły z całkowicie z importu. Kolejnym krokiem było uruchomienie produkcji preform przez firmę Alpla - oddział austriackiego koncernu i Schmalbach Lubeca PET Polska. W roku 1995 w firmie ELANA rozpoczęła się produkcja granulatu PET pod handlową nazwą ELPET (PET butelkowy).

 Polskie puszki piwne:
Pierwsze produkowane w Polsce piwo puszkowe pojawiło się na rynku w 1991 roku dzięki firmie Legpol rozlewającej w Okocimiu piwo. Inauguracja produkcji piwa w puszkach 0,33 litra miała miejsce 26.02.1991 roku, co zostało uwiecznione poprzez umieszczenie na denku pierwszej partii puszek napisu ,,INAUGURACJA 26.02.1991”[3]. Krótko wcześniej piwa z Okocimia były rozlewane do puszek w Austrii. Następnie do sklepów trafiły puszki piwa z rozlewni RIC, która puszkowała piwa browaru w Szczecinie pod własnymi markami. W dalszej kolejności pojawiły się puszkowane piwa: Żywiec, Krakus, Tatra, Warka, Okocim Zagłoba oraz Łódzki Spezial Bier. Wymienione piwa produkowane były początkowo tylko w puszkach 0,33 litra, dopiero po kilku miesiącach trafiły do sklepów puszki o pojemności 0,5 litra.
Same puszki początkowo sprowadzane były na potrzeby polskich linii produkcyjnych z zagranicy. Jednak na wiosnę 1994 roku powstała Fabryka Puszek Napojowych Can-Pack w Brzesku, a kilka miesięcy później w Radomsku została otwarta fabryka Continental Can Poland należąca obecnie do amerykańskiego koncernu Ball Packaging Europe. Od tego czasu przejeły one praktycznie cały polski rynek, a nawet większą część swojej produkcji przeznaczały na eksport.

wtorek, 18 listopada 2014

Święta naiwności

Gdyby "jakieś wybory" mogły tu coś zmienić,
władza by się starała ten "zwyczaj"
WYPLENIĆ!
Ludziom trzeba poczucia,
że od nich... zależy,
stąd te różne "wybory",
śmieszne, bądźmy szczerzy.
Raz "my" i znów "oni",
tak przez całe lata,
ludowiec, prawicowiec,
albo demokrata.
I tylko ci... czerwoni,
śmieją się dyskretnie,
naiwni "wybierają",
podpuszczani szpetnie,
wzbudza się w nich,
wyborcach,
poczucie ważności,
więc człapią na wybory w świętej naiwności,
stawiają drżącą ręką krzyżyk w małej kratce,
sterowani sugestią w przedwyborczej gadce,
pełni dumy,
że tacy z nich obywatele!
Pokornie wybierają...
własne kuratele!

sobota, 8 listopada 2014

Próżne to... śpiewanie

Tak, miał kilka potknięć,
mądry to rozumie,
prostak się przyczepi,
nic więcej nie umie.

Wytknie jakąś zaszłość
już skorygowaną,
aby przedwyborczą
mydlić oczy pianą!

Z parodią hip-hopu,
ot, taki chwyt tani,
próbuje namieszać?
To pomysł do bani!

Mądrym nie odsłonił
"figowego listka",
dokonań świadomi,
popierają Krzystka!

Podróba hip-hopu?
Próżne to "śpiewanie"...
na Krzystka głosują
mądrzy szczecinianie!

Przed Nim dla Szczecina
ktoś zrobił TAK WIELE?
Na Krzystka głosują
miasta PRZYJACIELE!

Zbędna propaganda
łapczywych na władzę,
kto ma wątpliwości,
na spacer iść radzę!

Spojrzeć i ocenić,
zauważyć zmiany!
Porównać dzisiejszy Szczecin
i zastany!

Myślę, że z nas każdy
kocha dobro miasta?
Jeśli tak, na Krzystka odda głos,
i basta!

czwartek, 30 października 2014

Twój jest człowieczy los

Ze starym psem rzekomo bywa taka bieda, że nowych sztuczek już się go nauczyć nie da. Może to jest i prawda, ale bądźmy szczerzy, pieski los tego, który ludzki los psim mierzy! Dopóki możesz złapać oddech nawet płytki, wciąż stać cię na naukę, nowych sztuczek zbytki, bo człowiek to brzmi dumnie! Może wszystko, dopóki nie złożą go w trumnie!
Chłoń nowe doświadczenia, póki serce bije, kto chętny nowych wrażeń, ten na prawdę żyje!

środa, 29 października 2014

Bieda jest stanem umysłu

Fragment z książki Jana Dobraczyńskiego "Cień Ojca":   
- Biedni, jeśli nie są grzesznikami, są głupcami i nierobami! - wtrącił się jeszcze raz Menahem. - To z takich głupców i nierobów faryzeusze zrobili sobie stronników. Plotą im o mesjaszu, że przyjdzie i da każdemu bogactwo. Za nic - bez pracy! A takim gadaniem pchają ludzi do buntów.


Od siebie dodam, że bieda, to jest stan umysłu!
Bogaty człowiek, to nie ten, który nagromadził materialnych błyskotek, ale taki, co umie się cieszyć każdą dobrą chwilą i uśmiechać się w chwili niedoli do czasu, który przyniesie radość!

wtorek, 21 października 2014

Pasowanie na przedszkolaka czyli szczecińskie ekologiczne przedszkole

Prawda, że pomysłowe i prześliczne?








Dopisek:
Nie pokazałem dzieci, teraz takie czasy, że niejeden pieniacz jest na swary łasy i chętnie swoje fobie tu i tam pokaże, tym samym czyste piękno i radość ZAMAŻE!

poniedziałek, 20 października 2014

Do władzy się pchają łapczywie?

Krzystek już się sprawdził, jest przetestowany, wierzę, że ponownie zostanie wybrany! Szkoda ryzykować za czcze obietnice, wyborcze złudzenia, polityczne pice, powyborczych stołków pośpieszne wymiany, Krzystek dobrze rządzi, to nie są peany, a tych, co się pchają do władzy łapczywie, wyborcy ocenią przecież sprawiedliwie.

Lepszego prezydenta polski Szczecin nie pamięta! Za kadencji Krzystka wreszcie się coś dzieje! Miasto z każdym rokiem na prawdę pięknieje! Dlatego, znowu na Niego głosować będę skory, gdy nadejdą wybory!


Krzystek dobrze się sprawdza w "szczecińskiej rodzinie", miewa czasem potknięcia, lecz z potknięć nie słynie, tylko z tego, że zmienia nam miasto, buduje, to jest dobry gospodarz, widzi się i czuje! Nie warto ryzykować obietnic "z księżyca", realności w tym nie ma, słowotok zachwyca, ale jak się wyciśnie wodę z obietnicy, to kandydat zostanie nagi na ulicy! Komizm bajek wyborczych bawi do rozpuku! Już nieraz "ten ideał", szczecińskiego bruku sięgnąwszy, tak się rozsiadł na miejskim fotelu, że zapomniał obietnic i dążeń do celu! Sprawiedliwie, nie trzeba figowego listka, oceniam, że rozsądnie jest znów wybrać Krzystka!

wtorek, 14 października 2014

Salwy śmiechu rubaszne

Tyle zmian zawrót głowy może spowodować, czy słoń w Polsce się nadal będzie umiał schować? Może propagandowe spowodują zmiany, że przez Polskę od teraz słoń będzie chowany? Każdy środek jest niezły, aby Polskę zbawić, tu wystawę zasłonić, tam słonia wystawić... Picie wody w Szczawnicy, czy szczanie w piwnicy? Nieistotny to szczegół, grunt aplauz ulicy! Taki postęp ogólny i szczególny przecie, zmienia naszą mentalność, czyni ważnym w świecie, skrywa nasze kompleksy, dowartościowuje, samozadowolenia uśmiech wywołuje, że odkąd się krajowa odgrywa premiera, salwa śmiechu za salwą, rubaszna i szczera.

Wyjaśnienie:
Tym wpisem natchniony, plotłem powyższe androny.

piątek, 10 października 2014

Nanotechnologia

Diabeł tkwi w szczegółach,
jest takie porzekadło,
i w nanotechnologii
być może nas ono dopadło?
Organiczne, i może...
nieograniczone?
Ludzka myśl bierze w cugle
pomysły szalone,
sens marzeniom złudnym
nadając, czyni życie,
wręcz bajecznie cudnym!

Przy okazji,
żal ściska za serce człowieka,
że odejdzie,
i tylu "cudów" nie doczeka.

czwartek, 9 października 2014

Wydłuża się nam życie

Wydłuża się nam życie,
nowina nie dziwna,
zwieńcza schyłek opieka,
ta... no... paliatywna.
W starczych sierocińcach,
wpatrzeni w sufity,
nawilżamy pampersy,
to temat ukryty.
Uśmiechamy się czasem,
gdy wspomnienia wrócą,
te z młodości,
wczorajsze leciuchno zasmucą,
nie za mocno,
bo pamięć z wiekiem łagodnieje,
i mało rozumiemy,
co się wokół dzieje.
Ale opowiadamy,
z wypiekiem na twarzy,
że życie się wydłuża!
Horror dla lekarzy!

Dopisek:

Smutna bywa starość
bez rodzin czułości,
rozświetla smutku szarość
iskierka miłości.
Gdy weźmie starczą niezdarność
młodość pod swoją obronę,
odegna końca marność,
da przejść na drugą stronę.
Łagodnie cicho skłamie,
szlachetnie i serdecznie,
uwierzą, jak brzdąc mamie,
poczują się bezpiecznie.
I taka właśnie miłość,
międzypokoleniowa,
przedłuża życie sensownie.
Serdeczność. Ech, zbędne słowa.

środa, 1 października 2014

czwartek, 25 września 2014

Dedykuję nieznajomej Niki

Nienawiść ludzkiej ułomności
niech się zapluje w swojej złości,
niech wrzaskiem swe sumienie głuszy,
ja wiem, nie można zabić duszy!
I niech się wróg w szykanach biedzi,
moim jest to, co we mnie siedzi!
Wygląd w lusterku? Bez znaczenia.
To powierzchowne są wrażenia,
tylko idiota się w nim puszy,
wzrok zakochany sięga duszy,
widzi to, czego brak w odbiciu,
i wydobywa, co w ukryciu!

Dopisek:
Nie szukajmy wydumanych problemów, zwłaszcza w sferze oceniania i postrzegania nas przez innych, to do niczego rozumnego nas nie doprowadzi. Ogrom idiotów wciąż usiłuje odegnać od siebie negatywne oceny i podświadomie z zauważonych pozornych oznak wyciąga wnioski, że trzeba atakować na oślep, i atakuje obrażając, wywlekając, ośmieszając, robiąc z siebie ofiarę. A ma na celu niszczenie zupełnie przypadkowych osób wyłącznie dla odciągnięcia uwagi od siebie. Dlatego mądrzej jest... przeczekać i się doczekać... kogoś, kto oceni, doceni, i oczywiście pokocha całokształt! Tak! Warto się nie poddawać Niki!

sobota, 20 września 2014

Bujda od kołyski

A samotność wciąż doskwiera,
na dzień dobry da całusa,
ta publiczna i nieszczera,
bez majteczek, wreszcie kusa.

Nijak się z nią... to daremne,
i spędzone wspólnie lata...
każdy ma swe strony ciemne,
wielka ściema! Sratatata!

Tylko sobie i dla siebie,
jak ostygną uczuć błyski,
będą zmyślać na pogrzebie,
bujda! Bujda! Od kołyski!

Bliski śmierci ten, owaki,
pocieszamy ich nieszczerze,
a los czeka nas jednaki,
nie? Tu dureń oddech bierze.

I zaczyna o tym... raju,
co otwarte ma swe wrota,
i poględzi baju-baju...
aż zapętli się idiota.

Nic, co proste, nie jest łatwe,
lecz do tego się dorasta,
wieś jest najpierw,
długo potem powstawały z tych wsi miasta.

Tej prostoty nie pomyli
z prostactwami mądry człowiek,
lecz z pokorą głowę schyli,
wiekiem otarłszy się o wiek.

Otulony wiekiem skrzyni,
jak matczynej czułej dłoni,
żywym myśli moc przyczyni,
sam już WOLNY! A kim Oni?

piątek, 19 września 2014

שיר יפה.

Nasza Klasa (הכיתה שלנו)
Muzyka I słowa: Jacek Kaczmarski(מילים ולחן: יאצק קצ'מרסקי)
Tłumaczenie: Noam Rotem (תרגום לעברית: נעם רותם)
Oczywiście tekst został nieco zmodyfikowany dla dostosowania do lokalnych realiów.



Jacek Kaczmarski-Nasza Klasa:




Jacek Kaczmarski-Nasza Klasa (ciąg dalszy):



piątek, 12 września 2014

Te(n)mida

Gdy matka przed przemocą swe dziecko broniła, podstępnie "temu misiu" podsłuch założyła, ma teraz w perspektywie "najcięższe galery", a ci, co niszczą Polskę, wolni, do cholery!

środa, 10 września 2014

Pamięć wciąż nam umyka

Często bywa,
że widzi się w glorii wybawcę,
a nie starcza już czasu,
by omówić sprawcę.
Zachwycają się czynem
ludzie religijni,
milczą,
że przyjaciele..
serdeczni...
unijni...
wyparli już z pamięci
tak okrutne czyny,
i nie mają poczucia narodowej winy.
Wielu biegło z okrzykiem,
w strzelnicze szczeliny,
aby inni
zbudować mogli podwaliny,
tej wspólnoty,
co brata w nieszczerym zamiarze,
pamięć wciąż nam umyka,
wkrótce czas zamaże,
kim są dzisiejsi bracia,
wczorajsi zbrodniarze.

poniedziałek, 1 września 2014

Lipa do... potęgi

Belfer, no, nauczyciel,
z zawodową chrypą,
zachwycony zawołał:
- pachnie mi tu lipą!
Wśród lipowego kwiecia,
te poczciwe pszczoły,
brzęczą jak z słówek nowych,
pożytek wesoły.
Z głupoty nie wyleczy,
jest taki lek?
Który?
Obowiązkowe chyba
nie leczą lektury?
Fraszek pisać nie warto,
zwłaszcza tych na władzę,
a czytać?
Propagandę rządową wam radzę.
Będziecie "na bieżąco",
nic nie przegapicie,
i nikt was łomotaniem
nie zbudzi o świcie,
bo do takich nie wpada
"specjalna ekipa",
która wie, bo szkolona,
że poezja - lipa!

Pewnie teraz w niezłym strachu ci, od złodziejskiego fachu?

Już witał się z gąską, był prawie u celu, wtem słyszy:
-światełko gdzie, obywatelu?

Dbają o nas bardzo,
czy to dbałość szczera?
Takie świecidełka,
to raj dla snajpera.
Już nie wrócisz chyłkiem,
niezauważony,
z nocnej popijawy,
do łóżeczka żony.
Sąsiedzi,
zajączka widząc na suficie,
domyślą się tego,
co miało być skrycie,
i rano sąsiedzka plotka
cię ustrzeli,
dobiją dokładniej
na mszy przy niedzieli.
Nad nowym przepisem
myślą "mądre główki",
od dziś czyste buty,
w kieszeni miętówki,
sprawdzą czystość uszu,
tak, tak miły bracie,
jak pójdą na całość,
zajrzą nawet w gacie!
Śpiewajmy peany
na cześć naszej władzy,
a wkrótce będziemy
bezbronni i nadzy.


Pamiętajmy:
Brak światełek odblaskowych utrudnia trafienie w pieszego. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Nadal niezawodne

Według starych porad, najskuteczniej w razie "ogromnych problemów", jest się powiesić... na szyi kogoś serdecznego z natury.

Ku zgorszeniu

Usypać pagórek,
później obsiać trawą,
a s®anie okaże się miłą zabawą,
s®asz sobie na szczycie,
gdy w s®aniu szczytujesz,
zjeżdżasz w dół,
i obtarta!
Pełny komfort czujesz!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Dzień tygodnia

Dzisiaj, nikt po imieniu
nie nazywa rzeczy,
a "unijna poprawność"
zewsząd ku nam skrzeczy.
W ludową mądrość sama
układa się strofka:
dawniej, że głupio-mądra,
dzisiaj... filozofka!
Kto wie, ten okiem mrugnie,
niezadowolony,
westchnąwszy:
- kogo wpuszcza się dziś na salony?
Dzień tygodnia
w nieświętym gniewie
dziś się pieni?
Jest jak kręgi na wodzie,
wnet w nicość się zmieni.
Powiem wprost
(tę opinię wielu z Was podzieli),
nikt o środzie nie myśli,
gdy jest przy niedzieli.
Nowina o odejściu
napawa radością:
bez (γ)kudła - ja
gazetę kupię
z przyjemnością.


środa, 20 sierpnia 2014

Zadławienie wspomnieniem

wisiał o pięść od ziemi,
na krzaku leszczyny,
przenigdy nie zapomnę
tej obrzmiałej miny,
jęzora, który sięgał
aż poniżej brody,
dzieckiem byłem zaledwie,
sześciolatek młody,
słyszałem jakieś słowa,
że wypłatę stracił,
miał może z osiemnaście?
kto się nań wzbogacił?
jakąż to satysfakcję
miał rabuś, że życie,
młode i nieroztropne
pomógł zniszczyć skrycie?
oby Bóg mu wybaczył,
drogę sam wybierał,
a Pan patrzył cierpliwie,
czekał, oceniając,
czy przed złem się zatrzyma,
lub myśląc, że się jego
prawo tu nie ima,
cały złu się oddając,
nawet we śnie wciąż będzie
czujny jak ten zając,
i już oka nie zmruży
w tej swojej ziemskiej
a jednak diabelskiej podróży

wtorek, 12 sierpnia 2014

Przyjazne Państwo?



Niektóre urzędniczki mają petentów w...
Ta dłuuga opowieść będzie o pewnym urzędzie, który na żale petenta jest głuchy, a przykład idzie z góry, jak dochodzą podsłuchy.
  
Część pierwsza.
Zapisano 13 maja 2014 roku, przed wysłaniem pisma:

Szanowny Panie Prezydencie XXXXXXXX!

Załączam do tego elektronicznego listu opis moich dwóch wizyt w XXXXXX XXXXX XXXXX. Proszę o przeczytanie i zainteresowanie poruszonymi w nim kwestiami:

1. Czy urzędnik ma prawo "nie lubić" petenta i okazywać, od wejścia, swoją nad nim wyższość?
2. Dlaczego podczas rzeczowej, kulturalnej rozmowy z miłą urzędniczką wyjaśniającą mi zrozumiale i bez szykan jak mam załatwić powierzoną mi  sprawę, zostaję okrzyczany przez siedzącą obok panią, z którą przecież nie podjąłem rozmowy o sposobie załatwienia?
3. Dlaczego zostałem (bezpodstawnie) oskarżony o dostarczenie upoważnienia z sfałszowanym podpisem osoby upoważniającej mnie do odbioru dokumentu?
4. Z jakiego powodu, po tak ciężkim i uwłaczającym mi oskarżeniu, pani urzędniczka z drwiącym uśmieszkiem zwróciła mi mój dowód osobisty, zamiast wezwać funkcjonariuszy policji lub chociażby ochrony urzędu, i z satysfakcją powiedziała, że dzisiaj to ja tego zaświadczenia nie odbiorę?
5. Dlaczego w urzędzie nie ma właściwego rozdzielenia kompetencji i zastępowania stanowisk? Mam prawo tak wnioskować, ponieważ brak zainteresowania moim upokorzeniem personel Sekretariatu tłumaczył... naradą, która potrwa "do nie wiadomo kiedy".
6. Dlaczego wezwana urzędniczka, sprawczyni tego niemiłego zajścia, stanowczo odmówiła przeproszenia mnie petenta za pomówienie o fałszerstwo i nie ustosunkowała się do swoich drwin ze mnie, a pani, wydająca się być przełożoną, pokazała swoją bezsilność? A może aprobatę takiego zachowania?
7. Dlaczego pomimo takiego zamieszania, ja zwykły posłaniec, który miał tylko odebrać z uprzejmości czyjeś zaświadczenie, dostałem je nie w zaklejonej kopercie ale do ręki? W takim razie może prościej było je nalepić na tablicy ogłoszeń na miejskim ryneczku i nie sprawdzać tych podpisów i nie pomawiać mnie o ich fałszowanie?

 Mam nadzieję, że doprowadzi Pan do tego, że hasło Urząd Przyjazny nie pozostanie wyłącznie martwym sloganem?
Pozdrawiam serdecznie i życzę Panu samych mądrych, uprzejmych i życzliwych współpracowników.
  
Xxxxxxxxx Xxxxxxxxx - petent/posłaniec

Treść załącznika:
 Nająłem się na posłańca, mając więcej czasu, i odwiedziłem URZĄD, nie wiedząc zawczasu, czym się skończy tam moja prosta(?) eskapada, w napis "Urząd Przyjazny" wierzyć nie wypada.

Jedna z pań sympatyczna oraz nader miła, kompetentnie mi co, jak, chętnie wyjaśniła, wtem znienacka ta obok, bardziej niecierpliwa, wtrąca się do rozmowy i sobie "używa"! Krzykiem wtłacza mi w uszy swoje ważne racje, telefonicznie mogłem zdobyć informacje, albo poprzez Internet, no, elektronicznie, zdębiałem, skąd te wrzaski? A było tak ślicznie. Wiedząc już, że niełatwym chlebem jest posłanie, podziękowałem, mówiąc, wrócę po PODANIE. Wytłumaczyłem, zdając z wizyty relację, że MUSI być PODANIE! Urząd ma swą rację. Oczywiście z podaniem ksero odwiedziłem, na kopii mam "Wpłynęło", już przezorny byłem. Upoważnienie z sobą miałem do odbioru, nie wiedząc, że mnie czeka wnet przedsmak horroru. Podszedłem do tej, co to "na petenta z góry" i za moment mnie spotkał epizod ponury. Już ten drwiący uśmieszek dobrego nie wróżył:

- podpis jest sfałszowany!

Co? Mój świat się zburzył! Ja sfałszowałem podpis? Jakiś żart ponury? Czy ze wstydu mam schować się do mysiej dziury?
A pani urzędniczka, surrealizm czysty, spokojnie mi oddaje dowód osobisty i mówi:
 - zaświadczenia to pan nie odbierze!
Ja pytam, co to znaczy?, bo zgłupiałem, szczerze, a pani z satysfakcją i triumfem w głosie:

 - już z panem nie rozmawiam!

Cóż, miała mnie w nosie. Poprosiłem, niech dzwoni, niech łapią fałszerza, a ona, że rozmawiać ze mną nie zamierza.
Nie czułem się komfortowo, robi ze mnie "wała"? Gdzie Policja? Fałszerza tymczasem złapała i oddaje mu dowód, pozwala mu zniknąć? Tak, po prostu mam odejść i kary uniknąć?

Poprosiłem o jakieś zwierzchnika namiary pewną panią z innego okienka i... czary, podała mi i owszem numer do pokoju, poszedłem o swe imię zawalczyć, do boju! Już myślę, ku przestrodze taką w czarne ramki, a tu Zonk! Drzwi zawarte, całowanie klamki!

Popytałem, znalazłem jakąś inną drogę, tłumaczę, lecz dogadać się jakoś nie mogę. Tej WAŻNEJ nie ma, bowiem jest jakaś narada, a w zastępstwie nikomu działać nie wypada. Pytam, ile ta potrwa? Wiem już z doświadczenia, narada jak barykada, tu nic się nie zmienia, i petent jak się zmęczy jałowym czekaniem, sam pójdzie w diabły sobie! Trzeba walczyć z draniem!
Pytam, czemu Policji nikt nie zawiadamia? Fałszerz sieje tu zamęt w urzędniczym kraju, a wy wyrozumiali?
- nie mamy w zwyczaju...
Tolerują przestępców, fałszerzy w urzędzie? Ku czemu ten Kraj zmierza? Lepiej już nie będzie?

Mówię, sam w takim razie Policji dam znać, wychodzę na korytarz i tutaj... psia mać! W tej materii od dawna też nic się nie zmienia, proszę czekać, wnet będzie przyjęcie zgłoszenia... Komórkę to czekanie do cna wyładuje, dzwoniący umrze pewniej, niż zareaguje ta nasza policyjna służba, za nasze podatki. Tym sposobem nie dało się zamknąć za kratki ohydnego przestępcy, wrednego fałszerza, ale, co to? Już ku mnie urzędniczka zmierza i zaprasza bym wrócił, coś mi pokazuje. To podpisy, te same, które się fałszuje. Wyjaśnia, że się różnią, dla mnie nie dziwota, lata lecą, to muszą, dla mnie to głupota. Pytam grzecznie, co zatem?
- Zaświadczenie damy i już więcej do pana pretensji nie mamy.
Ja, na to, że rozumiem wszelkie procedury, jednak dzisiaj był grany scenariusz ponury, pani "z dołu" zechciała mi "zagrać na nosie", nie po to, tu pracuje, by tak skończyło się. Proszę, aby mnie urzędniczka za "szum" przeprosiła, pani dzwoni i wkrótce tu się pojawiła, lecz harda i się prosto mi w moją twarz śmieje, mówiąc, że nie przeprosi, niech co chce się dzieje.
Skwitowałem, że niesmak mym udziałem będzie na wspomnienie dnia w owym "Przyjaznym Urzędzie".

Tu, spróbuję wyjaśnić, jak umiem, powoli, mnie sprawdzanie podpisu zupełnie nie boli. Nie w tym problem, tu żaden problem nie istnieje, rzecz w tym, co po takim sprawdzaniu się dzieje. Urzędniczka, się na mnie ot, tak, wyżyć chciała, i że nic nie załatwię, chętnie pokazała. Od początku szukała punktu zaczepienia, jej praca w takim miejscu? Ech, brak zrozumienia. Arogancja i taka satysfakcja w głosie, że z niczym odejść muszę, że mogła mieć w nosie...

Gdy sfałszowałem podpis, to na co czekała? I od niej też Policja odebrać nie chciała?

Inna sprawa, to bezwład w służbowym układzie, petent może pójść "z kwitkiem", bo... są na naradzie?
Radzą pewnie zawzięcie biurowe elity jak obrzydzić petentom w urzędach wizyty?

Wyjaśniam, z uprzejmości za posłańca byłem, z problemami, lecz prostą sprawę załatwiłem. Dostarczyłem podanie i upoważnienie(!), mogło za to mnie spotkać nawet i więzienie. Nikt posłańców nie ceni, to od wieków wiemy, a gdzie Przyjazne Państwo? Skąd takie problemy?

Miałem upoważnienie do świstka odbioru, lecz nie CZYTANIA TREŚCI i reszty horroru! A tu świstek dostałem bez koperty, goły! Widać w tym kompetencję? Czy urząd wesoły?

Zadzwoniłem i owszem, jak byłem w oddali, pytając czy świadomie dokument wydali, czy na to procedura ichniejsza pozwala?

- nie ma takich procedur!

Odpowiedź powala. Taka walka, podpisów mozolne sprawdzanie, i jawnie treść odkryta? W posłańca władanie?

Tu już ręce opadły! W tym przyjaznym urzędzie "psy zająca zjadły"!
Mam nadzieję, że znajdzie czas prezydent miasta aby się sprawie przyjrzeć? Urzędnicza kasta, nieco mija się z hasłem, co petenta wita, Urząd nie jest Przyjazny, ktoś te hasła czyta?
Część druga.
Wciąż interesują Was losy wysłanego pisma?
Pytasz o losy mojego pisma do prezydenta miasta?
Dostałem odpowiedź, a jakże, oto ona:

XXXXX XXXXX<xxxxx.xx.xx> 2 czerwca 2014 11:35

Odpowiedź na maila z dnia 14.05.14 r. w sprawie XXX w XXXXXXX

Szanowny Panie,
 Przesyłam w załączeniu pismo podpisane przez Zastępcę Prezydenta Miasta Pana XXXX XXXX  w sprawie postępowania pracowników XXXX w XXXXXXX wobec Pana w czasie korzystania z usług urzędu. Pismo jest odpowiedzią na maila z dnia 14.05.14 r.
 Z poważaniem XXXXX XXXXXX
Dotyczy: załatwienia sprawy w XXXXXX  wXXXXXXXXX.
W odpowiedzi na Pana pismo z dnia 14 maja 2014 r., które wpłynęło do Prezydenta Miasta XXXXXXXX za pośrednictwem poczty elektronicznej, w sprawie postępowania pracowników XXXXX XXXXXX XXXXXXX wobec Pana w czasie korzystania z usług urzędu wyjaśniam, co następuje.
W dniu 14 maja br. zgłosił się Pan na stanowisko ds. informacji, aby odebrać zaświadczenie dla swojej małżonki dotyczące okresów rejestracji jej jako osoby bezrobotnej. Zgodnie z ustawą z dnia 14.06.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2013 r. poz. 267 tekst jedn. ze zm.) strona udziela pełnomocnictwa poprzez jednostronną czynność prawną (własne oświadczenie woli). Przepis art. 33 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego wymaga w tym zakresie, aby pełnomocnictwo było udzielone na piśmie, w formie dokumentu elektronicznego lub zgłoszone do protokołu. Jeżeli dana osoba spełni powyższy warunek, wówczas może otrzymać zaświadczenie dotyczące osoby, która upoważniła ją do obioru stosownego zaświadczenia. XXXXXXX XXXXXX XXXXXXX, jak i inne urzędy, wydając dokumenty osobom posiadającym upoważnienie do ich odbioru, za każdym razem bardzo dokładnie i wnikliwie bada, czy osoba, która zgłosiła się do urzędu z upoważnieniem, przedstawia wiarygodny dokument; powyższe działania wynikają z rygorystycznego przestrzegania ustawy o ochronie danych osobowych. Jedną z podstawowych czynności jest konieczność potwierdzenia zgodności podpisu na przedstawionym upoważnieniu z podpisem w karcie rejestracyjnej osoby bezrobotnej złożonej jako wzór podpisu.
Zarówno osoba pracująca na stanowisku ds. informacji, jak i koordynator zastępująca nieobecną kierownik działu zastosowały i zachowały procedurę obsługi klienta, która wyraża się m. in. w tym, iż w przypadku, gdy sprawa jest niejednoznaczna i budzi wątpliwości jest ona rozstrzygana przez kierownika lub osobę go zastępującą. Koordynator ponownie zbadała sprawę, a także wnikliwie przeanalizowała kartę archiwalną i stwierdziła, że podpis można przyjąć jako spójny i zgodny z zawartym w karcie i w związku z powyższym zaświadczenie zostało wydane, a Pan został przeproszony przez nią za zwłokę w wydaniu wnioskowanego dokumentu.
Ponieważ w Pana odczuciu pracownik ds. informacji zachowywał się w sposób niegrzeczny, kierownik działu przeprowadził z tym pracownikiem rozmowę dyscyplinującą.
W powyższej sprawie XXXXXX XXXXXX XXXXXXXX postąpił zgodnie z obowiązującymi procedurami, a Pan otrzymał potrzebny dokument, gdyż zaświadczenie po koniecznym wyjaśnieniu zostało wydane.
Dziękuję Panu za uwagi dotyczące pracy XXXXXX XXXXXXX XXXXXX w XXXXXXXX. Przyczynią się one do poprawy pracy urzędu wobec osób bezrobotnych i pracodawców.

Część trzecia
I jak znam życie, ostatnia.

Przeczytałem odpowiedź, zamyśliłem się nad stosunkami panującymi w urzędach i napisałem ponowne pismo, na które nadal oczekuję odpowiedzi. Domyślam się, że ponieważ „większa władza” pokazała swój tupet przy tzw. „aferze podsłuchowej”, to władza lokalna też nabrała przekonania, że nie musi niczego wyjaśniać szarym obywatelom. Prawdopodobnie więc, nie doczekam się już żadnej, tym razem konkretnej odpowiedzi.

Oto treść pisma, które wysłałem 10 czerwca 2014 roku:

Szanowny Panie Zastępco Prezydenta XXXXXX.

Dotyczy: załatwienia sprawy w XXXXX w XXXXXXXXXX

Obszernie wyjaśnia mi Pan, powołując się na paragrafy, o tzw. czynnościach prawnych związanych z procedurami dotyczącymi pełnomocnictw itd.

Otóż, gdyby Szanowny Pan zechciał UWAŻNIE i DOKŁADNIE przeczytać, czego dotyczył mój elektroniczny list, to zapewne by mi Pan udzielił wyjaśnień, dlaczego doszło do takiego traktowania i uchybień?

Napisał Pan, że "Zarówno osoba pracująca na stanowisku ds. informacji, jak i koordynator zastępująca nieobecną kierownik działu zastosowały i zachowały procedurę obsługi klienta, która wyraża się m. in. w tym, iż w przypadku, gdy sprawa jest niejednoznaczna i budzi wątpliwości jest ona rozstrzygana przez kierownika lub osobę go zastępującą. Koordynator ponownie zbadała sprawę, a także wnikliwie przeanalizowała kartę archiwalną i stwierdziła, że podpis można przyjąć jako spójny i zgodny z zawartym w karcie i w związku z powyższym zaświadczenie zostało wydane, a Pan został przeproszony przez nią za zwłokę w wydaniu wnioskowanego dokumentu."

Niestety, spodziewałem się takiej odpowiedzi!

Gdyby urzędniczka powiedziała:
- z powodu wątpliwości, co do zgodności podpisu, prosimy osobę zainteresowaną o osobisty odbiór.

Wówczas zagryzł bym z bezsilności wargi i potulnie odszedł z tzw. kwitkiem. Tu jednak od początku szło o prywatną szykanę pani urzędniczki, która chciała pokazać swoją wyższość nad petentem!

Zarzut fałszerstwa podpisu z jednoczesnym zwrotem dowodu osobistego rzekomemu fałszerzowi, to ZUPEŁNY BRAK PROFESJONALIZMU.

Zostałem również sponiewierany usiłując przywrócić moje imię, gdy wędrowałem od pokoju do pokoju, próbując zainteresować tą jawną szykaną inne urzędniczki. Wszędzie napotykałem na uśmieszki i wymówki, a to, że tej pani nie ma, a to, że jest narada...

Dopiero, gdy zacząłem, bezskutecznie zresztą, łączyć się za pomocą komórki z policyjnym numerem 997, jedna z pań zmieniła zdanie i w cudowny sposób rozpoznała zgodność podpisu!

A przeprosin hardo odmówiła bezpośrednia sprawczyni tego niemiłego zdarzenia, więc do pasma upokorzeń doszło jeszcze większe poczucie mojej nicości w tej machinie urzędniczej.

Nie odniósł się Szanowny Pan do tego, że odpowiedziano mi, że NIE MA PROCEDURY dotyczącej wydawania dokumentu w zamkniętej kopercie posłańcowi!

Tak, Szanowny Panie, przecież pisałem, że dokument, tak drobiazgowo weryfikowany za pomocą sprawdzania zgodności podpisu, raptem daje się jawnie, zupełnie bez opakowania! Ładne procedury, a raczej chyba proceder?

Napisał Pan:
"W powyższej sprawie XXXXXX XXXXXX XXXXXX postąpił zgodnie z obowiązującymi
procedurami, a Pan otrzymał potrzebny dokument, gdyż zaświadczenie po koniecznym
wyjaśnieniu zostało wydane.
"

W takim razie, zachwycony enigmatyczną odpowiedzią, jeszcze raz powtórzę Szanownemu Panu moje pytania:

Załączam do tego elektronicznego listu opis moich dwóch wizyt w XXXXX XXXXXX XXXXXX. Proszę o przeczytanie i zainteresowanie poruszonymi w nim kwestiami:

1. Czy urzędnik ma prawo "nie lubić" petenta i okazywać, od wejścia, swoją nad nim wyższość?
2. Dlaczego podczas rzeczowej, kulturalnej rozmowy z miłą urzędniczką wyjaśniającą mi zrozumiale i bez szykan jak mam załatwić powierzoną mi  sprawę, zostaję okrzyczany przez siedzącą obok panią, z którą przecież nie podjąłem rozmowy o sposobie załatwienia?
3. Dlaczego zostałem (bezpodstawnie) oskarżony o dostarczenie upoważnienia z sfałszowanym podpisem osoby upoważniającej mnie do odbioru dokumentu?
4. Z jakiego powodu, po tak ciężkim i uwłaczającym mi oskarżeniu, pani urzędniczka z drwiącym uśmieszkiem zwróciła mi mój dowód osobisty, zamiast wezwać funkcjonariuszy policji lub chociażby ochrony urzędu, i z satysfakcją powiedziała, że dzisiaj to ja tego zaświadczenia nie odbiorę?
5. Dlaczego w urzędzie nie ma właściwego rozdzielenia kompetencji i zastępowania stanowisk? Mam prawo tak wnioskować, ponieważ brak zainteresowania moim upokorzeniem personel Sekretariatu tłumaczył... naradą, która potrwa "do nie wiadomo kiedy".
6. Dlaczego wezwana urzędniczka, sprawczyni tego niemiłego zajścia, stanowczo odmówiła przeproszenia mnie petenta za pomówienie o fałszerstwo i nie ustosunkowała się do swoich drwin ze mnie, a pani, wydająca się być przełożoną, pokazała swoją bezsilność? A może aprobatę takiego zachowania?
7. Dlaczego pomimo takiego zamieszania, ja zwykły posłaniec, który miał tylko odebrać z uprzejmości czyjeś zaświadczenie, dostałem je nie w zaklejonej kopercie ale do ręki? W takim razie może prościej było je nalepić na tablicy ogłoszeń na miejskim ryneczku i nie sprawdzać tych podpisów i nie pomawiać mnie o ich fałszowanie?
Po zastanowieniu, dodam jeszcze jedno pytanie:
Czy urzędniczka, która spowodowała "zgrzyt", nadal pracuje na stanowisku umożliwiającym bezpośredni kontakt z petentami i czy dostała podwyżkę, za pokazywanie petentom ich miejsca  w szeregu i uczenie ich pokory?

Xxxxxxxx Xxxxxxx - petent/posłaniec


Co dalej?
NIC!
Jak to śpiewano w pewnej (wyborczej) piosence? Ten kraj jest nasz i wasz… ale przecież wszystko zależy od tego, po której stronie biurek.







Pocieszenie

Niejednego to pocieszy, że ktoś inny mocniej grzeszy.

Jeden z komentarzy pod zdjęciami "zmęczonych życiem" Koreańczyków:

Кто говорит, что русские-самая пьющая нация в мире, я тому посоветовал-бы съездить в Южную Корею.Местная водка(соджу)стоит чуть дороже бутилированной воды и продаётся на каждом углу.И пьют её все и много.

/Kto mówi, że Rosjanie są najbardziej pijącym narodem na świecie, temu radzę pojechać z wizytą do Korei Południowej. Miejscowa wódka (Soju) kosztuje nieco drożej od butelkowanej wody i jest sprzedawana w każdym zakątku. I piją ją wszyscy w dużych ilościach./

Подробнее о корейской кухне /więcej o koreańskiej kuchni/:
Как выпить и закусить по-корейски /jak jeść i pić po koreańsku/? 

Zanim urosnę


































Pewnie go czeka przyszłość ponura,
wyrośnie z kotka kawał kocura,
który już ciepłych uczuć nie wzbudzi,
i egzaltacji u durnych ludzi,
bo tylko dureń tym się zachwyci,
że taki śliczny koteczek, tyci...
Weźmiesz koteczka do swego domu,
a on... urośnie! Tak po kryjomu!
Wyrośnie z niego kawał kocura!
Pewnie go czeka przyszłość ponura!
A ogłoszenie? Za serce chwyta,
i łzy wyciska z tego, kto czyta.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Zewsząd słychać buńczuczne piski, co nam z tego przyjdzie Unio?

Ogryzki!

Teraz staje się jasne, że polskie i mołdawskie jabłka były tylko początkiem...

 Władimir Putin podpisał dekret w sprawie stosowania niektórych specjalnych środków gospodarczych dla zapewnienia bezpieczeństwa Rosji. Dekret zakazuje lub ogranicza import produktów rolnych na rok, surowców i żywności z krajów, które przystąpiły do ​​sankcji wobec Rosji .

Dekret będzie obowiązywał przez okres jednego roku . Przez ten czas do Rosji jest zabroniony przywóz towarów rolnych wytwarzanych w krajach, które zdecydowały się na nałożenia sankcji gospodarczych na rosyjskie jednostki fizyczne lub ekonomiczne .

Putin polecił rządowi, aby przygotować listę produktów, które będą zakazane. Jest to konieczne, dla zapobieżenia szybkiemu wzrostowi cen, powiedział prezydent. W przyszłości lista może być zmieniona.

Jednocześnie, rząd powinien zobligować rosyjskich producentów do zwiększenia podaży towarów krajowych.

Blogerzy natychmiast zareagowali na decyzję Putina oddźwiękiem. Jak się okazało, najwięcej emocji wywołało ograniczenie importu zagranicznych alkoholi.

Informacja za tjournal.ru

środa, 6 sierpnia 2014

BeKa



Chyba powinna tu być taka puenta:
Szwejk by się uśmiał z żartu prezydenta,
któremu szczerze życzę duużo zdrówka,
przednia ta rada: - do d... kroplówka!
Tu myśl mnie naszła, drąży po kryjomu:
- tę lewatywę komu pierwej? komu?


















Ilustracja z batona.net

wtorek, 29 lipca 2014

Niech wiszą ku przestrodze






























Przyjemnie przeczytać wreszcie głos rozsądku, niska cena za portret, jak ów na początku. Bywa, że cena płótna i farb (to nie "jaja"), wartość wizerunku osoby podwaja. Dawniej krążył dowcip (kto dziś takich słucha?), że chcąc podwoić cenę fiacika (malucha), wystarczy wlać do baku paliwa do pełna! Ale, to chyba była głupota zupełna, pod takim obciążeniem przecież więcej palił, więc chyba ktoś "do pieca" z tym żartem dowalił. Wracając do portretów, pomysł doskonały, by głowy prezydentów na hakach wisiały, niejeden z nich zasłużył swą pracą dla miasta, by wisiał ku przestrodze, niech kurzem porasta i da nam satysfakcji miłej kąsek mały, że muchy jaśnie pana znów portret obsrały.

wtorek, 22 lipca 2014

Ulotność

Ulotności myśli,
szaleństw,
piękna marzeń,
ginących w zapomnieniu
historycznych zdarzeń,
a zachowanych wolą
ustnego przekazu,
zmienianego pamięci
figlarną swawolą,
są czasem na papierze
spisane od razu,
utrwalane krwią, potem,
okrutną niedolą.
Wspomnień pożółkłe karty...
uśmiech, ból cierpienia,
przez czas na proch roztarty,
wciąż drażni sumienia.