niedziela, 28 kwietnia 2013

ОТДЫХ В АЛУШТЕ и ПАРТЕНИТЕ

Gdzie Krym, gdzie Szczecin? Dzisiaj na spacerze znalazłem wizytówkę, ciekawość mnie bierze, jaką drogę przebyła zanim tutaj w Szczecinie do mych rąk trafiła?


Za solidny, za mocny, za dobry

Odkurzacz Predom Zelmer typ 119 kupiłem prawdopodobnie w 1976 lub 1977 roku (lekka skleroza, hehe!). Drogi był i pewnie dlatego nie było zbyt wielu chętnych. Wtedy to była rewelacja, nadawał się do odkurzania drobnego gruzu, a nawet wody. Podczas jednej z wizyt w Warszawie dokupiłem "na wszelki wypadek" zapasowy wirnik, który nigdy się nie przydał! Odkurzacz działa bezawaryjnie do dzisiaj. Znudziła mi się oryginalna, zasprzęglana na zaczepy rura ssąca i z czasem kupiłem nową od jakiegoś innego typu, ze starej rury wykorzystując część mocującą.co pozwoliło na błyskawiczne zasprzęglanie na wcisk. Taka drobna wygoda. Z powodu "mody" na filtr HEPA zamierzałem nawet kupić nowy odkurzacz, poczytałem opinie, pooglądałem w sklepach i postanowiłem, że zmodernizuję stary. Przecież jest niezawodny i ssie jak smok! Prądu żre mniej jak te nowoczesne cuda techniki. Uznałem, że najtańszy i najłatwiejszy do dopasowania będzie filtr HEPA  Kaltmann od modelu OW 30 LH, w Castoramie do kupienia za 52 zł. Jako uszczelkę dociskową filtra zastosowałem osłonę-otulinę do hydraulicznych rurek miedzianych. Dokupiłem także wielorazowy worek do Kaltmana, przeniosłem punkt ssania do zbiornika, wkleiwszy Epoksylem kolanko hydrauliczne dopasowane do średnicy otworu worka, a stary otwór zaślepiłem. Taki mały uskok na obwodzie kolanka lekko podpiłowałem, aby worek dawało się nasadzić ale nie uszkodzić przy tej czynności. Przy okazji wymontowałem pływak i dodatkową osłonkę z siateczką, ponieważ nie potrzebuję zasysać wody, a wspomniana osłonka stała się zbędna po zamontowaniu filtra HEPA. Stary i poczciwy odkurzacz rodem z PRL działa wyśmienicie po tej "renowacji" i mam nadzieję, że jeszcze dłuuugo mi posłuży!











































































































































































































































































Ciekawskim proponuję poczytać o historii produkcji odkurzaczy Zelmer.

A tutaj fragment z innej strony dotyczący mojego wspaniałego odkurzacza:
Lata 70-te przyniosły dalszy rozwój zakładu i wprowadzenie na rynek nowych modeli odkurzaczy typ: 60, 64, 89, 124, 126, 131, 132, 1000, 1000 DL, 95, 96, 100, 200, 115, 168, 236, 338, 130, zelmer 06, i 119 (półprzemysłowy).

sobota, 27 kwietnia 2013

Nowomowy bełkoty i słowne psoty

Wciąż się podnoszą figowe listki na widok ładnej feministki, budzi się w głowie myślowa rozterka: - gdy pan tapicer, pani tapicerka? Dawniej bywała obita niejedna kobita, a teraz los zmienił jej życie, pozwolił robić obicie, więc feministka zerka z dumą do swego lusterka i mruczy: - ach, jaka ze mnie przystojna tapicerka! Ta... picerka w szmatki stroi meble, sofy i fotele, czasem zmienia zwykłą szmatę w skórę, dermę lub ceratę. A jak ładnie odpicuje to gotówki przypływ czuje. I niejeden się zachwyca: - to picerki jest Caryca!

piątek, 26 kwietnia 2013

Bożek Nauki

Pokorny, nie znajdując na coś odpowiedzi, chyli czoło z podziwu, nad sensem się biedzi, czasem westchnie, gdy myśl go dopadnie pobożna, że nie wszystko już, teraz, wytłumaczyć można, i wciąż analizuje, swą wiedzę wzbogaca, już wspomniałem, pokory przy tym nie zatraca, jak ktoś zarozumiały, co ma na każdy temat wiedzy arsenały. Lecz arsenały owe, puste są, teoriami jeno pluć gotowe, skupione na wyśmianiu, na zbytniej pewności, że odrzucenie wiary mając w gotowości, mamiąc napastliwością naiwnych słuchaczy, żaden pustki w zanadrzu u nich nie zobaczy. Skupieni na swej misji, ot, sztuka dla sztuki, zrobili sobie bożka z wszechmocnej nauki, tacy są napuszeni, wszystko wytłumaczą! Szkoda, że swej głupoty w lustrach nie zobaczą.

Złowieszcza poprawność






























Śmieszy i przeraża polityczna scena, wpierw Wały Chrobrego z Tarasów Hakena, Ziemie Odzyskane, Powrót do Macierzy, a teraz? Ta cała propaganda leży? Rocznic Wyzwolenia obchodzono wiele, Rosjanie, to byli nasi przyjaciele, a teraz zmieniono tych zdarzeń pojęcia? Już nie Wyzwolenia? Rocznica "zajęcia"? Czy jak ktoś ucieka i w popłochu gubi, a drugi podniesie, bo przywłaszczać lubi,  i bierze co znalazł, nie oddając zguby, to powód do wstydu? A może do chluby? Rzeczywistość w śmiechu kły złowieszczo szczerzy, co obchodzą, kim są szczecińscy pionierzy? Poprawność polityczna wciąż na straży stoi, chce się wrzasnąć: - król nagi! Lecz każdy się boi, bo prawda polityczna jest nierzeczywista, kto w niej wróg, kto przyjaciel, kto rewizjonista?

Obu Piotrom (pierwszemu też, a co!) dzisiaj dedykuję tę piosenkę, z prawdopodobnie pierwszej opery mydlanej na świecie, z głosem Reny Rolskiej w tle:


czwartek, 25 kwietnia 2013

Złota siódemka

Umówione spotkanie z lekka przegapiłem i troszeczkę za późno z domu wyruszyłem, ledwo truchtem dobiegłem i tramwaj musnąłem, ten ruszył, ja zostałem. O dziwo, nie kląłem. Spojrzałem na godziny cyferki w komórce, nie zdążę, zamruczałem, prosząc Cudotwórcę, by dał mi jakiś pomysł, On na to: tak? proszę... Obok był postój Taxi, ja drobnych nie noszę, więc pomyślałem tylko, że cud marnej wagi, Cudotwórca nie słyszał chyba tej zniewagi, bo kroki me skierował ku pierwszej taksówce, pomyślałem, że chyba mam nierówno w główce? Dzień wcześniej w Castoramie dokonałem zwrotu uszczelki, z dychą w dłoni szukałem kłopotu? A jednak uchyliłem drzwi i zapytałem: mam dziesięć złotych tylko a pojechać chciałem, czy daleko dojadę? chciałbym blisko Bramy? Pan kierowca mi na to: - marne szanse mamy... do mostu grosza starczy, dalej już piechotą! Dobre i to, bo bliżej, zgadzam się z ochotą, wsiadam i jak najęty do dyskusji, gadam... opowiadam, to, owo, a kierowca miły, też w rozmowę się wciągnął, ale nie ma siły, most tuż, więc dziękuję, wysiadać gotowy, pan kierowca mi na to, że nie, nie ma mowy, dowiezie mnie do Bramy Portowej życzliwie, Cudotwórca cudami dzieli sprawiedliwie! W GOLD TAXI ten uprzejmy kierowca pracuje, zero sześćdziesiąt jeden numer tu pasuje, bo sześć plus jeden daje siódemkę szczęśliwą. Tak poznaliście oto historię prawdziwą, która się wydarzyła w kochanym Szczecinie, ile takich mnie spotka, zanim życie minie?


wtorek, 23 kwietnia 2013

Czy krytyka to sztuka? Bartek kocha Fejsbuka?



































Nie krytykuj miły, nie krytykuj, nie jest przecież z ciebie taki cud, spojrzyj w lustro i posłuchaj siebie, może ujrzysz za uszami brud? Co, kto lubi, jakie ma wybory, czy widownię ma młodą, czy starą, czy na jedno kopyto jest skory wtłaczać dźwięki tą swoją gitarą, czy kisieli orzeźwi nas smakiem, lub budyniu mdłym smakiem zalewa, może zawsze się wydać burakiem, gdy nie przed "tą" widownią zaśpiewa. Łatwo szydzić "poezja żygana", i wyśmiewać obce sobie gusty, jak to uznał Ignacy Krasicki? Dzwon donośny, bo wewnątrz sam pusty? Powszechność nauczania i dostęp gdzie tłumy, dały moc jakby każdy pozjadał rozumy, tu zabłyśnie cytatem wprost z wyszukiwarki, tam z cudzych tekstów sklei autorskie koszmarki, pobrzdąka do kamerki, wrzuci do serwera, i już jest taki sławny! Duma go rozpiera! Wyśmieje, bo to teraz modne i wygodne, każdego, kto nadaje się właśnie do tego, i nadyma w swej pysze rozdmuchane ego. Jakiż inny jest od "nich" w ich grajdołku-świecie, on "ą, ę", cała reszta banialuki plecie! Co z tego, że zacina się, gdy czyta z kartek, co sam wcześniej nabazgrał? Niepoprawny Bartek!

środa, 17 kwietnia 2013

И планета пустая из под ног уплыла



 Михаил Шуфутинский,  слова песни:

Мама Ушла

Дома пахнет сосной, невозможно унять ее,
И уже наготове лежит молоток,
И шуршат незнакомые женщины платьями.
Что случилось со мной, мне еще невдомек.

Я не понял еще, что обломанной веткою
Я остался с судьбою один на один,
И что сыном меня называть больше некому.
Только пусто и холодно стало в груди.

ПРИПЕВ: Это мамы не стало, это мама ушла,
Улыбнувшись устало, как Христос из угла.
И планета пустая из под ног уплыла,
Это мамы не стало, это мама ушла.

Как сомкнулась земля над сосновыми досками,
Понял я наконец, что случилось со мной.
Это мама ушла, пожалей меня, Господи,
И безгрешную душу ее упокой.


ПРИПЕВ: Это мамы не стало, это мама ушла,
Улыбнувшись устало, как Христос из угла.
И планета пустая из под ног уплыла,
Это мамы не стало, это мама ушла.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Nie Finansujemy Zdychaj?

Już urodzone, zbędne gdy chorują, ale naiwni dumni maszerują! A rzeczywistość skrzeczy! Marsze dla życia? Żywych się nie leczy!

Samantha to urocza 5-letnia dziewczynka chora na młodzieńczą białaczkę mielomonocytarną.
Po wielu staraniach Samantha została zakwalifikowana do leczenia za granicą. Udało nam się znaleźć miejsce w klinice we Francji w Clermond Ferrand. Jest ono bardzo kosztowne.
Po wielu prośbach i interwencjach  Pomimo wielu próśb i interwencji Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił jego refundacji...

czwartek, 11 kwietnia 2013

Bez polskich liter


Osma ósmą już żąć zaczynał, aż żółć go zalewała, i łupał go krzyż, jak żółw się poruszał, łudził się, że to już koniec jego katorżniczej kaźni. Niespodziewanie poczuł laskę Pana na swoim grzbiecie, zawył, spojrzał w niebo, jak gdyby oczekiwał stamtąd łaski Pana.

 Bez polskich liter:
Osma osma juz zac zaczynal, az zolc go zalewala, i lupal go krzyz, jak zolw sie poruszal, ludzil sie, ze to już koniec jego katorzniczej kazni. Niespodziewanie poczul laske pana na swoim grzbiecie, zawyl, spojrzal w niebo, jak gdyby oczekiwal stamtad laski Pana.

sobota, 6 kwietnia 2013

Donkiszoteria ateisty?

Rozległe tomy tłumaczenia zdań pełnych mądrej retoryki, czasem autorskie wynurzenia, podziwiać tylko zapał dziki! Te nieprzespane liczne noce, szukanie wrogów do dysputy, to misjonarstwem jest zaledwie, czy jakąś formą jest pokuty? Po żadnej nie chcę stawać stronie, fanatyzm potrzebuje lustra, rozumiem teraz objawienie, jakiego doznał Zaratustra. Godziny życia, lata całe, ostracyzm, czasem anatema, to wszystko w walce z wiatrakami? Z kimś, kogo ponoć wcale nie ma?

Tak ogólnie

Mam wyższe wykształcenie! Z dumą to obwieścił, zataił, że dopisek ważny się nie zmieścił:
- wykształcony cham, burak, w pogardzie ma ludzi, wśród bydlaków prym wiedzie. Każde piękno brudzi. Już taki się urodził, to nie jego wina, to geny, wychowania niewielka przyczyna. I najmądrzejsza książka, napisana ładnie, kiedy źle ułożona, na głowę upadnie. Poniżanie? Z powodu, że analfabeta? Znałem kilku, w tym jeden malarz i poeta. Niepiśmienni, i prości, ale nie prostacy! Genialni w swym talencie, i serdeczni jacy! Był też chłop, co swą ziemię kochał niby syna, też nie pisał, nie czytał, czy to wielka wina? Za to gdy wziął do ręki garść uprawnej gleby, powąchał, to już wiedział czy z niej będą chleby. Czuł przyrodę, był częścią, i swój świat rozumiał, lecz był nikim! On czytać i pisać nie umiał! Za to buc, co dokucza, i plecie androny, jest kimś, więc chylmy czoła! Bo jest wykształcony! Napuszcza, i pomysły podsuwa szubrawe, naiwny da się nabrać, a on ma zabawę. Nasze życie to szkoła, choć szkół skończysz masę, tej jednej ci brakuje, by pokazać klasę!


Napisałem to dawno, czas sensu nie zmienia, myśl wraca, chyba przyszła pora na wspomnienia? Nie szanować człowieka, bo ma wad bez liku? Było kilku w historii, wielu na świeczniku, wczoraj spluwał z pogardą na biedę menela, a jutro? Dyktatorów pomysły powiela... Wykształcone nad miarę i logiczne głowy oceniają rozumem... kataklizm gotowy! Tym kończę mój monolog, z sercem pełnym trwogi, co dalej? Od myślenia, aż mnie bolą nogi. Chyba pora się zaszyć w jakiejś mysiej norze, nim mnie rozum dopadnie! Jesteś? Pomóż Boże!

U proga

Na umyśle nietęgi, nie pojmując świata, zapytał ufnie księdza, doczekał się bata. Nie dosłownie, ksiądz zbeształ biedaka z ambony, za durną dociekliwość stał się zadżumiony, bo społeczność choć kocha jak brata bliźniego, nabożnie jest wsłuchana w wolę księdza swego. A ksiądz w swym oburzeniu, wcale nie tak świętym, zabronił z głupim gadać, by nie być wyklętym. Cóż miał biedak uczynić by umysłu mroki rozświetlił promyk wiedzy? Złapał się pod boki, podskoczył, palnął w czoło, to rzecz oczywista! W drugiej wsi, tam za lasem mieszka ateista! Gadają o nim ludzie trwożnie i po cichu, że książek ma ci w domu od piwnic do strychu! Przeżegnawszy się baba drugą babę pyta:
- Po co jemu te książki?
- Bóg wi? Może czyta?
I szła o nim legenda, że powtarzać trwoga, taki księdza przegada, nie boi się Boga!
Odłożył tę wyprawę na zaś biedaczysko, wieczór szedł, a do drugiej wsi nie było blisko. Rano migiem oprzątnął, nakarmił żywiołę, ruszył do ateisty po rozumu szkołę. Ateista i owszem wpuścił go do chaty, ale stali u proga przybytku oświaty, biedaka do pokoju, by spoczął nie prosi, widocznie się na krótką rozmowę zanosi. Wymienili zdań parę, biedak coś tam duka, że u księdza nie bardzo wyszła mu nauka, że umyślił tu wiedzy zaspokoić głód... Ateista mu przerwał:
- Co, liczysz na cud?
Na to biedak mamrocze, łaski się doprasza, niewiernego wspomina z kazania Tomasza, że on też nie uwierzył, że zwątpienie przeżył, że świnia, która za świat ma wyłącznie chlew, przed samym świniobiciem czuje jakiś zew, może nie na zbawienie, ale na coś liczy, bo patrzy jakoś dziwnie i inaczej kwiczy...
- A won mi stąd półgłówku! Chłopie pomylony! Ateiście bezczelnie śmiesz pleść te androny? Na to, co ci się lęgnie w twojej pustej głowie, ni ksiądz, ni ateista żaden nie odpowie! Pochylać się nad durniem? Tłumaczyć powoli? Nie warto, to idiota, że aż dupa boli! Wyzwał go od szumowin, wywalił z chałupy, zagroził, że jak wróci, nakopie do dupy! I, żeby sprawa była bardziej oczywista, wrzasnął za nim ochrypłym głosem, że nazista!

Poszedł biedak pokornie, szedł noga za nogą, dziwiąc się skąd się tacy mądrzy też brać mogą? On prosty chłop, co ledwie na dwie liczy ręce, wznosi jednak wzrok ufny ku niebu w podzięce i dziękuje za zdrowie lepsze od rozumu, nagle słyszy głos z nieba wśród świstu i szumu:
- Nie dla ciebie logika chłopie wymyślona, takim jak ty wystarczyć ma Brzytwa Hanlona, nie pomoże w rozmowie i Brzytwa Ockhama, gdy trafisz na....
Padł wiedzą porażony biedak pośród drogi, kilka godzin tak leżał, zanim wstał na nogi, dowlókłszy się na koniec do swojej chałupy, siadł na zydlu i westchnął:
- W dupie mam nauki... Ojce żyli zwyczajnie, o żywiołę dbali, za nauką się po wsiach kiedy uganiali? Żeby ich wyzywały jakieś ateisty? Toć wolę rozum własny, nieskalany, czysty, bez nauk arogantów dotrwam życia zimy. Tu skończył. I ja kończę te niezdarne rymy. Taka to jest ta bajka o doli biedaka, co poszedł na nauki i spotkał prostaka.

piątek, 5 kwietnia 2013

Po prostu żyję

Lat trochę już przeżywszy, słucham z ciekawością tych, co mnie na siłę raczą swą mądrością. Śpiew z jednej strony słyszę (to anielskie głosy?), zagłuszany trzaskami, to palą się stosy?
Gdzieś (pełen tolerancji?), ma zło w oku błysku, wrzeszczy, że Boga nie ma! Jest! Tkwi w jego pysku!
Zapalczywość idiotów, często z dyplomami, by włazić innym w duszę, wciąż hasłami mami. Jedni kreują siebie na dusz wiernych zbawców, usiłując zgromadzić własny tłum wyznawców, ci drudzy też się czują samotni bez wiary, chcą wyznawcami napchać swych mądrości czary. Uwięzion w klatce życia, jak w akwarium ryba, zamiast cieszyć się życiem, łazi taki, gdyba... usiłuje przyciągnąć jak największe tłumy, do siebie, bo on tylko "pozjadał rozumy"! Bredzi o tolerancji, uśmiech ma uroczy, spróbuj mieć inne zdanie, do gardła ci skoczy! Ci, i ci jedno warci! Naznaczeni trwogą! Zaleziesz im za skórę, obaj zabić mogą!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Cuda wiary ateizmu?

Czy żaden Misjonarz Ateista jakoś nie zauważa, że żądanie od ludzi wierzących dowodu na istnienie Boga jest skrajnie nielogiczne? Co to by była za wiara gdyby istniał dowód? To byłaby wiedza a nie wiara. Sugeruję każdemu Misjonarzowi Ateiście rozpoczęcie kursu logiki, od przedszkola.

Jakże silna jest wiara w cuda u Misjonarzy Ateistów, na przykład w Wielki Wybuch. Z NICZEGO taki ogrom WSZYSTKIEGO! Toż to Panie cud, taka wiara w niepowtarzalny, niezaobserwowany, niezgodny ze znanymi prawami i niedający się sprawdzić w laboratorium, Big Bang. Nie sprawdzona i niczym nie potwierdzona, a więc nienaukowa wiara. Zaiste, potrzeba silnej wiary, żeby uwierzyć w taki zbieg okoliczności.

Abiogenezy też dotąd nie zaobserwowano i nie można jej odtworzyć w laboratorium, następny cud, w który wierzą Misjonarze Ateiści, czyli teoria nienaukowa i jako taka musi być przyjęta przez ateistę jako cud wiary.

A może abiogeneza to nie cud? Kiedyś przy flaszeczce pewien mocno podchmielony "naprawiacz świata" upierał się, że jak się odpowiednio długo szcza na pryzmę trocin, to się w niej pchły wylęgną.

Wiara w te (i inne, nie wymienione tu cuda) i, stawia ateizm w tym samym szeregu z religią.

Nowi kapłani Ateiści, ze swoją misjonarską wiarą, chcą przejąć wiernych dawnej wiary, tą nową, chcą zastąpić starą. Stworzyli ku czci swej obrazy, zdjęcia, diagramy i wykresy, i powielają dyrdymały jak nawiedzone z piekła Biesy. Myślą, że raźniej będzie w tłumie, ateistyczni kaznodzieje, głosząc swe SŁOWO wśród BARANKÓW, a kto przytomny, ten się śmieje.


Rozwinięcie kpiny:
Ktoś mówi z pełnym wewnętrznym przekonaniem, że wierzy w Boga (nie mnie to dotyczy), a drugi żąda aby udowodnił, że zjawisko, w które wierzy istnieje i plecie coś o logice, bo logika wymaga, aby każdy, kto coś twierdzi, musiał to udowodnić. Nie wiem, co na to twórcy, bajarze, fantaści, artyści...

Wiara, wiarą, ale problemy tworzą też (ofiarami większe?) tzw. wojujący ateiści. Problemy zaczynają się, gdy ateizm zaczyna wpływać na rzeczywistość, że wspomnę Misjonarza Koba, i jego resztę z nieprzenajświętszej trójcy. Mao? Oj, miało być: mało?

Hmm.. a Wielki Wybuch? Chyba złości i nienawiści wywołany wzmianką o abiogenezie. Samorództwo głupoty, to jedyny znany przypadek, ale to oczywiście żart.

Niechby to czytał ludzi tłumek, lub jeden, który ma rozumek, mnie jest zupełnie bez różnicy, głupota nie ma wszak granicy, wciąż towarzyszy ludziom mrowiu, ma "argumenty" w pogotowiu, jest w swojej misji obeznana, będziesz się spierał? Da ci "bana". Mam dostać "bana" od głupoty, czym są te różnych durni "płoty"? Chcą się odgrodzić swoją wiedzą? A wciąż się z "teoriami" biedzą. A jakie prawo ma nauka do czyjejś wiary? Czy Kaduka? Jedni krucjaty, ognie stosów, wciąż słyszę wycie onych osób, a drudzy? Ateizmu słudzy? Obozów śmierci swąd ponury, głód ludożerczy i tortury. To człowiek, taka mądra rasa, po Ziemi oszalały hasa, i czy z religią na sztandarze, czy bez niej, swoje zło pokaże! Daremne są o wiarę spory, wierzący, czy od wiary chory, niosą cierpienie i pożogę, masz rozum? Wybierz taką drogę, byś zła zarzucić nie mógł sobie, masz czas, nim spoczniesz w końcu w grobie.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Impossible, God really is with them?






















Und ein Blick in die Konzils- und Synodengeschichte der Kirche gibt Hitler recht, wenn er im Hinblick auf die Judenverfolgung an Papst Pius XII schreibt: "Wir setzen fort das Werk der Katholischen Kirche" (zit. nach Wochenpost, 12.4.1995;  einzelne Synodenbeschlüsse sind in der Schrift "Die evangelische Kirche und der Holocaust" mit eingearbeitet). Und bei anderer Gelegenheit rechtfertigt Hitler die Judenverfolgung mit den Worten, "dass er gegen die Juden nichts anderes tue als das, was die Kirchen in den 1500 Jahren gegen sie getan habe" (zit. nach Friedrich Heer, Gottes erste Liebe, Berlin 1981, S. 406).
  
Niemożliwe, Bóg naprawdę jest z nimi?

Pojęcie zła jest wymysłem ludzi, tak jak i reszta niedoprecyzowanych pojęć.  Wielu ateistów dyskutuje na temat wiary, marząc, że ludzie zrezygnują z rytuałów, które wypełniają im, często nijakie, życie. A przecież ateistyczna działalność misyjna także doskonale wypełnia im czas, może to wola boska? Kto wie, co głupszego mogłoby im w zamian wpaść do głowy? Kto wie? Żartuję oczywiście, to specjalnie wyjaśniam, bo nie każdy ma poczucie humoru na odpowiednim poziomie. Tam, gdzie jest poczucie "krzywdy" jest też poczucie satysfakcji z osiąganych korzyści kosztem tych "krzywdzonych". Są jednostki na tyle sprytne i zaradne, że potrafią wymyślić coś w rodzaju bata i mentalnych kajdanów dla spętania (opętania) tłumów, i to jest dowód ich wyższości? Najwidoczniej, ci "krzywdzeni" nie zasłużyli na inny los? Dobór naturalny? Czy wola Najwyższego?

Jedni mówią, że są tematy, z których nie należy żartować, a inni twierdzą, że można i należy śmiać się z wszystkiego, bo wszystko jest śmiechu warte. Czy tzw. "dobór naturalny" nie nadaje się do opisania wykorzystujących i wykorzystywanych? Niby dlaczego? Dzieci umierają w Afryce i w Polsce, czasem z powodu głodu, a bywa, że z powodu nieuzbierania środków na sfinansowanie leczenia. Śmierć łączy, życie dzieli, dobór naturalny jest tak samo dobrym wytłumaczeniem, jak filozofowanie o lepszym świecie bez wiary. Zasługiwanie na swój los? Przecież to tylko losowy przypadek, że ktoś urodził się w złym czasie i niefajnym miejscu, prawda? Dobór naturalny, czy wola najwyższego? Ma to znaczenie? Dla osobnika, który już tkwi po uszy w zastanym środowisku, jest to bez znaczenia dlaczego ma takie życie. Dopóki ktoś z zewnątrz nie pokaże mu, że jest inaczej w innym miejscu, może nawet nie mieć poczucia własnej krzywdy. Ludzie są niebezpiecznymi drapieżnikami, dawniej lokalne stada ludzkie miały za przywódców najczęściej bezwzględnych i zaradnych, dzisiaj jest na ogół podobnie. Dobór naturalny? Czy manipulacja najwyższego? Bez znaczenia. Jedni cierpią, a inni czerpią. Korzyści.

Ciekawe bywają drogi różnych buntowników, oto uczeń seminarium duchownego, późniejszy Ateista Misjonarz Koba:

W 1929 z polecenia Koba rozpoczęto walkę z religią, poprzez utworzenie organizacji propagującej ateizm, Związku Wojujących Bezbożników.
Kampania wymierzona była głównie przeciwko cerkwi prawosławnej, a także innym wyznaniom. Nowa ateistyczna organizacja była głównym wykonawcą w następnych kilkunastu latach, planowego niszczenia obiektów sakralnych, cmentarzy, przedmiotów kultu religijnego a także przekazywaniem służbom bezpieczeństwa list księży przeznaczonych do wymordowania.
Jeszcze pod koniec 1929 nakazano konfiskatę dzwonów kościelnych, a do 1930 wszystkim popom prawosławnym podniesiono podatki o 1000 procent, pozbawiono praw obywatelskich (co spowodowało utratę praw do świadczeń medycznych i pomocy żywnościowej). W następnych latach większość z nich aresztowano, wypędzono lub zesłano do obozów. Do 1 marca 1930 zburzono 6 715 cerkwi prawosławnych i ok. 9 500 meczetów. W 1936 liczba duchownych w państwie zmniejszyła się o ok. 85 procent (pozostało zaledwie 15 procent czyli ok. 17 800 duchownych) w stosunku do liczby z 1914 roku, i o 75 procent w stosunku do roku 1928. Koba, za pomocą całkowicie mu posłusznego szefa, dokonywał masowej eksterminacji przeciwników politycznych – osobiście podpisywał listy osób przeznaczonych do wymordowania. Jego podpis figuruje na ponad 400 listach tylko z lat 1937-1939, zawierających nazwiska 44 000 ludzi. W 1989 eksperci państwowego Centrum Praw Człowieka odkopali w pobliżu pewnego miasta jedną z wielu masowych mogił ofiar terroru z lat 30., która zawierała 80 000 ludzkich szkieletów. Na początku lat 30. zesłano do łagrów ponad 2 miliony chłopów, z czego tylko od lutego 1930 do grudnia 1931 ponad 1,8 miliona – kilkaset tysięcy zmarło w obozach. Dzięki działalności misyjnej ateisty Koba tzw. Wielki Głód, spowodował śmierć co najmniej od 6 do 7 milionów ludzi (niektóre szacunki podają liczbę nawet 10-15 milionów ludzi). Misjonarz Ateista Koba wprowadził tzw. "brygady szturmowe", które siłą rekwirowały znalezione produkty rolne oraz zastosowano drakońskie prawo (tzw.dekret o pięciu kłosach), wprowadzone na wyraźne żądanie Misjonarza Ateisty. Prawo to przewidywało karę minimum 10 lat ciężkiego obozu lub karę śmierci w przypadku "roztrwonienia lub kradzieży ateistycznej własności". Na mocy tych postanowień, od 1932 do 1933 aresztowano 125 tys. ludzi, z czego 5 400 skazano na karę śmierci. Klęska głodu spowodowała także liczne przypadki ludożerstwa wśród zdesperowanej ludności wsi. Ocenia się iż łącznie w latach 1929-1938 ofiarami misjonarskiej, ateistycznej kolektywizacji padło ok. 15 mln ludzi, zarówno na skutek deportacji, głodu lub masowych egzekucji.

Oddawanie czci Misjonarzowi Ateiście, stawianie pomników i specjalnych ołtarzyków, nastąpiło już za jego życia. Do dzisiaj są skupiska grup wielbiących wielkość Misjonarza Ateisty Koba. Śpiewają pieśni, mamroczą modlitewne pochwały i tęsknią za czasami jego chwały.

 Ilu podobnych do Koba, Misjonarzy Ateistów rodzi planeta Ziemia? Co chwilę ginie na rozkaz jakiegoś nawiedzonego przywódcy ludzkiego stada wymyślony, lub prawdziwy wróg totalitaryzmu. Zwalanie odpowiedzialności za zbrodnicze instynkty na religie i Boga nie usprawiedliwia zbrodniarzy, ani fanatyków religijnych, ani fanatyków ateistów. Różnica między nimi, to wyłącznie skala zbrodni.

Dopisek: Umieszczone tu zdjęcia oraz część tematów do przemyśleń znalazłem w przepastnym Internecie. Włos się na głowie jeży ile zbrodni mamy na sumieniach my ludzie! I jak ordynarnie i przebiegle je usprawiedliwiamy!